Meble I Aranżacja Wnętrz

Meble Banaby.pl I Aranżacja Wnętrz

W naszej pracy często spotykamy się z rodzicami, którzy projektując wnętrza swoich domów czy mieszkań, pomijają wykonanie projektu pokojów dla dzieci. Celem psychodynamicznej terapii zespołu natręctw jest uświadomienie pacjentowi jego wewnętrznych konfliktów, kryjących się za objawami. Mogą to być np. tłumione emocje, ukryte pragnienia czy trudne doświadczenia z dzieciństwa. Gdy w trakcie terapii dawny konflikt zostaje rozwiązany, obsesje i kompulsje ulegają wygaszeniu.

Sebastian z dobrym wynikiem zdał maturę i dostał się na wymarzone studia. Cieszył się z tego powodu, lecz jeszcze bardziej cieszyła go perspektywa długich, paromiesięcznych wakacji. Uczelnia na którą się dostał, znajdowała się daleko od jego domu, więc postanowił w czasie tych wakacji zrobić kurs na prawo jazdy, by móc dojeżdżać na zajęcia samochodem. Dość szybko udało mu się zdać egzamin i odebrał prawo jazdy jeszcze parę dni przed końcem wakacji. Rodzice, w nagrodę za dobrze zdaną maturę, kupili mu auto. Małe, używane, ale grunt, że jeździło i teraz Sebastian nie musiał dojeżdżać na uczelnię zatłoczonymi autobusami. Sebastian był brunetem piwnych oczach, niskim i chudym, oraz miał odstający, szpetny nos. Był zakompleksiony i nielubiany przez swoich rówieśników.

Gdybyśmy nie lubili swojej pracy, to nie moglibyśmy być ratownikami – przyznaje 29-letni Kacper Mazurkiewicz, ratownik medyczny z Wrocławia z 8-letnim stażem. Ale gdy pytam, czy od dziecka chciał zostać ratownikiem, odpowiada: – Oczywiście, że meble dla dzieci Banaby nie. Miałem w życiu różne plany, ale plany mają to do siebie, że lubią się zmieniać. W liceum chodziłem do klasy matematycznej, później poszedłem do 2-letniej szkoły dla ratowników. Potem przez trzy lata studiowałem ratownictwo na Uniwersytecie Medycznym. Teraz za nic na świecie nie zmieniłbym mojej pracy – deklaruje.

Miałem okazję być na południowym wschodzie Chin, w okolicach Kantonu – i tamtejszym zagłębiu przemysłowym. Fabryki w tamtym rejonie to wielkie kompleksy z betonu, niejednokrotnie z blokami na terenie. Miałem okazję być w kilku showroomach na terenie takich fabryk – odwalone na euro poziomie, schludne, czyste, eleganckie, w duchu minimalizmu dotyczącym wystroju i pięknie wyeksponowanymi produktami: nic tylko brać. W wielu showroomach brak okien, jednak zdarzyło mi się być w jednym, na terenie którego usłyszałem dzwonek jak w polskiej szkole i za oknem zobaczyłem pracowników wychodzących gęsiego z budynku fabryki, w drodze na drugi. Powiedziano mi, że idą na stołówkę. Kilkanaście minut później kolejny dzwonek i marsz z powrotem.

Nie musiałem nawet dotykać, czy czyścić zawartości przesyłki, by zapewnić sobie koszmary, które od tego dnia, miały nękać mnie już codziennie. Bo widzicie, gnijące mięso w pudle, nie było ze świni, czy krowy. Był to mój sąsiad. Cały, wciąż w jednym kawałku.